"Dobrze się czuję pod opieką Matki Bożej" - Wywiad z naszym Parafianinem p. Ireneuszem
czwartek, 27-08-2026
Zachęcamy do zapoznania się z wywiadem przeprowadzonym z Panem Ireneuszem, jednym z naszych najstarszych parafian który ostatnio obchodził jubileusz swoich 88 urodzin. Pan Ireneusz opowiada nam o swoim dzieciństwie, dorastaniu w czasach powojennych oraz Jego stałej bliskości i silnym związku z parafią Św. Barbary w której przyjął wszystkie Sakramenty Święte. Czytaj dalej...
Rozmawiamy dziś z Panem Ireneuszem, jednym z najstarszych parafian, a na pewno najstarszym z tych parafian którzy uczęszczają regularnie do kościoła Św. Barbary w Będzinie.
Już od jakiegoś czasu marzyłem o tym by przeprowadzić z Panem rozmowę ze względu na to, że jest Pan osobą która zna kościół i parafię praktycznie od samego początku jej istnienia - co oznacza, że jest Pan skarbnicą wiedzy o niej i warto czerpać z tego źródła. Okazją do rozmowy jest także jubileusz 88 rocznicy urodzin przeżywany ostatnio przez Pana. Na samym początku pragnę złożyć Panu najserdeczniejsze życzenia z okazji Pana urodzin. 88 lat to piękny wiek. Jak się Pan czuje mając za sobą bagaż 88 lat doświadczeń?
Dobrze się czuję pod opieką Matki Bożej, zawsze czuję opiekę Matki Bożej. Mam także jakieś dziwne takie zaufanie u księży Proboszczów. Wszyscy księża Proboszczowie którzy byli tutaj w tej parafii Św. Barbary w Będzinie, byli dla mnie bardzo życzliwi i tacy kontaktowi.
Myślę, że może to wynikać z tego, że wyczuli, że jest Pan dobrym, życzliwym człowiekiem. Czy uważa Pan że ten czas 88 lat minął szybko, może za szybko?
Raczej jestem trochę zmęczony tym życiem. Dlatego, że życie nie było łatwe. Tamte czasy powojenne były trudne, do pracy się poszło i nie było za dużo pieniędzy żeby można było sobie pozwolić na lżejsze życie. Trzeba było rodzicom pomagać, bo nas była trójka dzieci. Tatuś sam pracował, mamusia też potem nie pracowała bo była poważnie chora, babcia także była na utrzymaniu.
Wiele osób dużo młodszych od Pana ma duże problemy ze zdrowiem, często są już ograniczeni zdrowotnie do pobytu w domu, w łóżku, a Pan nie opuszcza praktycznie żadnej mszy świętej niedzielnej jak i w tygodniu. Jaka jest recepta na dobrą formę w tym wieku?
Wierzyć mocno w Boga, otoczyć się dobrymi znajomymi, żeby można było na kogoś liczyć, porozmawiać i wspólną opieką się obdarzać.
Urodził się Pan w roku 1938, czyli rok przed wybuchem II wojny światowej. Czy ma Pan jakieś wspomnienia z dzieciństwa jak wyglądał ten czas wojenny?
Tak, mam wspomnienia. Dużo rodzin niemieckich mieszkało przy ulicy, ta ulica w tym czasie nazywała się Graniczna (obecna Siemońska), bo była na granicy Dąbrowy Górniczej i Będzina. I te rodziny miały dzieci no i my jako dzieci takie nieśmiałe tośmy się tam grupowali na chodniku i rysowaliśmy różne do skakania te krateczki a oni byli starsi i przez nas przeskakiwali, urządzali sobie taką zabawę. Pamiętam też żołnierzy którzy mieli taki pluton w przedszkolu przy tej ulicy. Pamiętam też jak mamusia moja przychodziła po pracy z Fabryki Proszku i Mydła w Będzinie no to takie obiady były, nazywali to rodzice korpiele (inaczej brukiew – warzywo korzeniowe z rodziny kapustowatych, krzyżówka kapusty i rzepy). Także nie było takich specjalnych obiadków czy śniadań. A babcia chodziła na kopanie rowów, Niemcy zmuszali Polaków ludzi starszych i musieli chodzić, rowy dla Niemców były ważne w obronie własnej, to były dla nich takie okopy. A mój dziadek był tutaj w parafii przez jakiś czas kościelnym. Moja siostra Krystyna będzie miała w tym roku w grudniu 87 lat a brat Jerzy już zmarł, on się urodził w 1941 roku.
Jak żyło się w okresie powojennym, czym się Pan zajmował, gdzie pracował?
Na początku pracowałem w hucie która w okresie powojennym nosiła nazwę Huty Dzierżyńskiego a obecnie jest to Huta Bankowa w Dąbrowie Górniczej. Tam pracowałem jako tokarz, skończyłem szkołę zawodową o specjalizacji tokarza. Później przeszedłem do kopalni, bo moje starsze pokolenie, dziadkowie, wujkowie, ojciec pracowali na kopalni. I ja tam także trafiłem z poparciem mojego ojca. I na kopalni też pracowałem jako tokarz na warsztatach elektrycznych. I wtedy pracując poszedłem do technikum wieczorowego i po kilku latach pracy zostałem sztygarem zmianowym. Po 12 latach pracy jako sztygar byłem już tym bardzo zniechęcony i poprosiłem głównego mechanika by pozwolił mi przejść na maszynistę wyciągowego. I to nowe stanowisko sprawiało mi dużą satysfakcję . I na tej maszynie wyciągowej pracowałem gdzieś 11 lat.
Jak Pan wspomnina życie w okresie komunizmu, czy ocenia Pan, że było ono łatwiejsze czy trudniejsze niż dzisiejsze życie po roku 1989 w erze demokracji i kapitalizmu?
W okresie komunizmu jako młody człowiek wielu rzeczy nie rozumiałem. Ojciec mój nie należał do partii i także nie chciał słyszeć o tym, żebym ja szedł do partii. A namawiali mnie do tego, bo wiadomo, że bycie w partii zawsze wiązało się z dużymi profitami, wyższymi zarobkami, awansami, wczasami.
Wróćmy teraz do początków Pana związku z kościołem pw. Świętej Barbary, czy to w tym kościele przyjął Pan wszystkie sakramenty, począwszy od Sakramentu Chrztu Świętego?
Tak tutaj przyjąłem wszystkie sakramenty: Chrzest Święty, I Komunię Świętą, Bierzmowanie i Małżeństwo.
Jakie pierwsze wspomnienia ma Pan związane z naszą świątynią czy parafią?
To były wizyty kolędowe i ja nie byłem wtedy jeszcze ministrantem i ksiądz Proboszcz Roman Jaros przyszedł po kolędzie do naszego domu i powiedział, że Ty to byś był dobrym ministrantem i kazał mi przyjść na niedzielę do ołtarza i tak mnie wciągnął w to wszystko i dość długo byłem ministrantem.
Czy angażował się Pan w sposób szczególny w życie parafii, poza byciem ministrantem o którym Pan już wspomniał?
Tak jak już byłem starszy i nie byłem już ministrantem to śpiewałem w chórze kościelnym.
W jakich okolicznościach poznał się Pan ze swoją małżonką?
Ponieważ ja mieszkałem na Ksawerze, przyszła małżonka mieszkała na Koszelewie i chodziliśmy do kościoła Świętej Barbary i ja byłem ministrantem. Jako młody człowiek obserwowałem w pewnym wieku urocze dziewczyny i zauważyłem, że to jest urocza dobra dziewczyna - Teresa. I swego czasu jak ona zdawała maturę a ja już pracowałem i byłem już w wieku takim gotowy do ożenienia się to ona poprosiła mnie żebym z nią poszedł na studniówkę. I byłem z nią na tej studniówce i tak się to wszystko rozpoczęło. Ślub mieliśmy także w parafii Św. Barbary.

Pani Teresa odeszła do wieczności w ostatnich latach, ile lat udało się Wam wspólnie przeżyć?
Byliśmy małżeństwem 60 lat i pół roku. Żona zmarła na udar, byłem przy jej śmierci. Gdy dostała udaru wezwałem pogotowie które odwiozło ją do szpitala i tam ją odratowali, odzyskała na jakiś czas świadomość, niestety nadszedł drugi udar którego już nie przeżyła.
Czy pamięta Pan jak wyglądała ta świątynia lub jej otoczenie czy nastąpiły tu jakieś istotne zmiany na przełomie ponad 90 istnienia tej parafii?
Na pewno zmieniło się otoczenie, budynek stojący obok kościoła po prawej stronie obecnie jest budynkiem usługowo-biurowym a za moich czasów była to szkoła. Jednak w okresie gdy miałem zaczynać naukę, w szkole tej stacjonowali jeszcze Niemcy mieli tam jakiś swój pluton czy okręg. Dlatego do pierwszej klasy uczęszczałem na ul. Krakowską, jeździliśmy wraz z mamusią tramwajem, albo pieszo szło się przez Stare Warpie do szkoły i tam była szkoła dla pierwszoklasistów. I później po pierwszej klasie jak Niemcy opuścili ten budynek to zostałem przeniesiony z Krakowskiej tu do szkoły na Koszelew i tu się uczyłem do 3 klasy. Od 4 klasy wprowadzili regionalizację i resztę podstawówki uczęszczałem do szkoły na Ksawerze.
Z kronik parafialnych możemy odczytać, że kapłanami pracującymi w tej parafii przed rokiem 1989 byli ks. Władysław Pająk, ks. Emanuel Weber, ks. Roman Jaros i ks. Władysław Barnaś. Czy pamięta Pan wszystkich tych kapłanów?
Pamiętam ks. Jarosa i ks. Barnasia. Jak ksiądz Barnaś poznał mnie bliżej to powiedział mi, że dostał polecenie od biskupa, że ma się podjąć budowy nowej świątyni – obecnego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. I poprosił mnie bym przyjął przewodnictwo Rady Parafialnej i byliśmy w Warszawie w Ministerstwie ds. Wiary by uzyskać zezwolenie na budowę nowej świątyni dla parafii Św. Barbary. Jeśli dobrze pamiętam, to budowa tamtej świątyni została zakończona około 1987 roku i po tym okresie teren należący od 1935 roku do parafii Św. Barbary został podzielony między parafię Św. Barbary i nową parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa. I choć obecnie terytorialnie jestem przypisany do parafii sąsiedniej to czuję się mocno zżyty ze świątynią Św. Barbary, w której wzrastałem i byłem związany z nią od małego.
Z pewnością najszerzej znanym wszystkim obecnym parafianom Proboszczem parafii był. ks. Stanisław Sarowski który trzymał pieczę nad parafią Św. Barbary w Będzinie od roku 1989 do roku 2022 gdy przeszedł na emeryturę. Jak Pan wspomina Jego początki w tej parafii oraz Jego 33 letnią posługę ?
Księdza Sarowskiego poznałem poprzez żonę, przyszedłem do kościoła, poprosiłem o spowiedź i u niego się zawsze spowiadałem do końca jego dni w tym kościele zanim przeszedł na emeryturę. Nawet tam w tym domu księży emerytów żeśmy z żoną do niego zaglądali, odwiedzali go i też czasem się tam spowiadali. To był bardzo dobry człowiek otwarty na ludzi i ich potrzeby, dobry gospodarz dla parafii.


